Blog
Lepszy Świat - jest możliwy!
Stowarzyszenie Lepszy Świat
0 obserwujących 46 notek 70475 odsłon
Stowarzyszenie Lepszy Świat, 3 maja 2011 r.

Śmierć Bin Ladena- czyli jak kończą przyjaciele USA

 

Zanim przejdę do sedna zacznę może od małej dygresji. Chciałbym otóż wiedzieć, z czego płynie wniosek, że armia USA Bin Ladena przedwczoraj zabiła. Bo sama tak twierdzi? Bo Obama, ten „gołąbek pokoju”, który sprzeniewierzył się niemal wszystkim obietnicom wyborczym, jedyny pokojowy noblista ciągnący w nieskończoność zbrodniczą wojnę, za której zakończenie Nobla przedwcześnie dostał, tak sobie w Waszyngtonie ogłosił? Gdzie są, poza nędznej z resztą jakości komputerowymi symulacjami, jakiekolwiek dowody na ten „sukces”?

 

Oczywiście rozumiem euforię bezmózgich Amerykanów pokazywaną na okrągło wczoraj w „polskich” mediach, w końcu poza kilkoma procentami elity oligarchicznej i max. kilkunastoma procentami (łącznie!) antyoligarchicznej prawicy i lewicy amerykańskiej, cała reszta tego narodu to uwarunkowane do podatności na manipulację zombie, tresowane od małego przez korporacyjne telewizje do posłusznego łykania każdej medialnej ściemy, skąd jednak ta histeria również u nas?

 

Jak wygodnie- wybory się zbliżają, z Afganistanu czas w końcu uciec, przepraszam, wycofać się z godnością, pozostawiając za sobą „demokratycznie wybrane” władze, wszyscy zaczynamy świecić po Fukushimie, USA nękają huragany, reformy leżą, zadłużenie kraju (u bankierów sponsorujących pana Obamę) jest niebotyczne, a tu Prezydent Najbardziej Demokratycznego Kraju Świata dostaje taki prezent…

 

W dodatku „osobiście nadzorował akcję” - ma więc szansę mimo kolejnych klęsk posłużyć Wall Street przez następne parę lat, zyskując głosy żądnej krwi i zemsty gawiedzi czerpiącej wiedzę o świecie z CNN…

 

Na wypadek, gdyby jakiś złośliwy niedowiarek pytał, gdzie jest jakikolwiek dowód, że Bin Laden nie żyje(czy może- że zginął właśnie teraz), przygotowano opowiastkę o utopieniu ciała w morzu - niby, żeby „nie tworzyć męczenników”. Jakoś nie przeszkadzało to siepaczom CIA obwozić całymi dniami po Boliwii ciała Che Guevarry. Może dlatego, że Che, cokolwiek by o nim nie mówić, w odróżnieniu od Osamy nigdy nie był na liście płac CIA? A może tylko polityka medialna od tamtej pory się zmieniła? A może po prostu Bin Laden żyje sobie wygodnie od 10 lat w strzeżonym ośrodku CIA, śmiejąc się z koleżkami do rozpuku nad grobami tysięcy ofiar awantury, w jaką był wmieszany, lub też odwrotnie- od 5-10 lat nie żyje zlikwidowany w celu ukrycia dowodów tej awantury? A teraz ze wzgledu na jakieś geopolityczne, czy PR-owe kalkulacje, czas nadszedł ogłosić sukces?

 

Bin Laden był agentem służb amerykańskich już w latach 80-tych. To wiemy na pewno, reszta- to już zabiegi socjotechniczne tej samej służby, która utrzymywała, że w Iraku była broń masowego rażenia i bazy terrorystów godzących w światowy „ład i pokój”. Mamy wierzyć, że po wyrzuceniu ZSRR z Afganistanu za amerykańskie i saudyjskie miliony Osama zerwał z mocodawcami, zradykalizował się, zobaczył, że realnym zagrożeniem dla islamu jest Ameryka (co prawda, to prawda) i został światowym czarnym charakterem nr.1, prześcigając wszystkich antybohaterów z amerykańskich komiksów o głowę.

 

Zupełnie przypadkowo doskonale wpisało się to w strategię „kreacji wroga zewnętrznego”, którą USA szykowało już od schyłku ZSRR. Antybohater się poddał, a jakoś trzeba trzymać lud w ryzach, jeszcze by się o prawdziwą demokrację, czy o pieniądze z prywatnej Rezerwy Federalnej zaczęli upominać… I po kilku pokazowych akcjach tytułem wstępu, nastąpił 11 września, świat znowu został podzielony na dobrych i złych, z czego dobrzy to kilka największych potęg gospodarczych i militarnych wyzyskujących całą resztę ludzkości (w tym Polskę), a źli- grupa pasterzy bydła strzelających z kałachów i wysadzających się od czasu do czasu w powietrze z okrzykiem „Bóg jest wielki”.

 

Nie ma co strzępić sobie języka nad wynikami niezależnych śledztw dotyczących 11/09 prowadzonych przez samych Amerykanów (no, przez badaczy reprezentujących te kilkanaście procent, które jeszcze potrafi w USA samodzielnie myśleć i o 11/09 mówi coraz częściej jako o „inside job” -wewnętrznej robocie). Społeczność światowa nie widzi niczego dziwnego w tym, iż kilku facetów niepotrafiących latać nawet awionetkami oszukało najpotężniejszy wywiad świata, plastikowymi nożami porwało 3 samoloty, wykonało manewry niemożliwe dla pilotów wojskowych, zburzyło pożarem nie tylko dwie główne wieże WTC, ale także stojący obok budynek WTC7, który zawalił się razem z archiwami amerykańskich specsłużb (jako pierwszy w historii wieżowiec świata od pożaru na raptem 2 piętrach), na nic zeznania świadków mówiących o eksplozjach poprzedzających zawalenia, przypominających planowe wyburzenia, na nic wreszcie dziura w Pentagonie mniejsza niż samolot, który w nią niby wleciał, za to w sam raz pasująca do pocisku criuse.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @e_ciemniak z tą demolką w mózgu to zdecydowanie przesada. Wszystko zależy po co i w jaki...
  • @e_ciemniak Dokładnie. I dlatego właśnie marihuany nie można uznać za narkotyk- po prostu...
  • @Yesmer Akurat kilka pomysłów na profilaktykę (i to skuteczną) wśród młodziezy mamy....

Tagi

Tematy w dziale